ul. Koszykowa 59, lok.15, 00-660 Warszawa
tel. 22 626 88 66
e-mail: biuro@kpeir.pl, rn@kpeir.pl
Nasza gazeta
Szukaj:

"Emeryci razem w walce o sprawiedliwość społeczną"

Gdy głowę pokryje biel

22.06.2010

Gdy głowę pokryje biel

      „W domu pod gruszą mieszka pani Anna. Ma 79 lat. Jej chata, bo to określenie najtrafniejsze, zdaje się wraz z właścicielką chylić ze starości. Wokół mocno stoją góry Beskidu Sądeckiego i rosną - z roku na rok coraz bardziej okazałe - dacze i pensjonaty. - Żyję tu od urodzenia, a coraz mniej rozumiem otoczenie, jestem zagubiona. Wiem, starość, ale to nie lata. Pilnuję pracy swojego umysłu, czytam, oglądam telewizję, słucham radia. To raczej przez te pędzące zmiany. Nie te, które widać dookoła, ale w ludziach... Pamięta cichą wieś, stary kościółek, bramy cmentarza i pobliskiej, jednoklasowej szkoły. Była jedyną córką, otoczoną sześcioma braćmi. Ojciec pracował na kolei, mama zajmowała się gospodarstwem. Za płotem mieszkali dziadkowie. Latem prowadzono długie rozmowy na ganku, z próchniejącymi już dziś drewnianymi ławeczkami. Zimą siadywano wokół stołu, nad którym jeszcze przez wiele powojennych lat wisiała lampa naftowa. Przy niej o zmroku ojciec czytał całej gromadce to Sienkiewicza, to znów Rodziewiczównę. - Ze zdaniem dziadków bardzo się liczyliśmy. Gdyby tak któreś z nas okazało zniecierpliwienie, wystarczało jedno spojrzenie rodziców. Choć bywało, że gdzieś w środku czuło się swoją rację, nie starczało odwagi, żeby się sprzeciwić. Szczególnie kochałam babcię. Nauczyła mnie wielu życiowych mądrości. - Znalazłam męża - też już odszedł na zawsze. Pracował w tartaku. Urodziłam troje dzieci. A małżeństwo? No cóż... Łatwo nie było, ale pamiętałam o przysiędze "na dobre i na złe". Warto było. Dwie córki i syn pobudowali się niedaleko. Czasem wpadają. Coś zrobią i spieszą się do swego życia. Wnuki to pomogą zerwać dojrzałe gruszki, to w czym innym, ale prawie nigdy nie mają czasu przysiąść ze mną przy stole lub na ganku. A ja chcę to i owo opowiedzieć, powspominać... Może to skleroza? Ale wydaje mi się, że to, co powtarzane, zostanie w tych młodych głowach. Tylko wciąż słyszę: "Co tam dawne czasy! Teraz świat inny. Nie widzi babcia?". Ano widzę, ale tak trudno zrozumieć, a czasem tak bardzo samotnie, gdy mówi do mnie tylko głos z radia...

W oknie siódmego piętra często siaduje 70-letnia pani Jadwiga. Spogląda na panoramę dużego miasta, stare domy - wspomnienie młodości i strzeliste bloki. To odruch nadziei. A nuż zza rogu wynurzy się któreś z dzieci lub wnuków. Miała ich czworo - trzech synów i córkę. Dziś - po wczesnej i nagłej śmierci Władka - zostało troje. Jeden mieszka za granicą, ma dobry zawód i dobrze mu się powodzi... - Nikt by nie pomyślał, że brakuje mi czasem na opłaty - mówi i zaraz spiesznie dodaje zdanie, które powtórzy jeszcze wielokrotnie: Cóż, każdy ma swoje życie. - Nie mogę się poddać. Czasem przez wiele godzin siedzę na łóżku i płaczę albo wpadam w apatię. Potem mówię: "dość!", ubieram się, idę na zakupy, spacer albo do znajomych z sąsiedztwa. Czasem znów zdaje mi się, że lubię swoją samotność. Zaznacza, że dzieci ją odwiedzają. Ale czasem boli, gdy kroki słyszane od windy kierują się ku innym drzwiom. Kiedyś dom wypełniały - dorosłe już teraz - wnuki. Nieraz spędzały tu parę dni. Dziś rzadko przychodzą i nie są tak czułe jak dawniej. Jeden z nich jest specjalistą w dziedzinie rehabilitacji. Gdy dokucza kręgosłup, tak że już nic nie pomaga, pani Jadwiga wsiada do autobusu i jedzie kilka przystanków po pomoc do wnuka. Zawsze po masażu czuje się lepiej. Mogłaby zadzwonić, poprosić, by przyjechał, ale "cóż, każdy ma swoje życie...". Nie może jednak narzekać, Jacek zawsze odwozi ją do domu swoim samochodem...

To już tyle lat, że trudno wszystko dokładnie zapamiętać. Czasem jak żywe wracają obrazy z młodości, a świat otaczający raz jest niepojęty, to znów taki jak dawniej. Pan Jakub ma za sobą już 92. rok życia, godne pozazdroszczenia krzepę i wygląd. Jego opowieść, snuta wśród leśnych krajobrazów, skupia się wokół dwu motywów: pracy i nieskrywanej dumy ze swego życiowego uporu oraz dzielonego z żoną owocnego wpływu na dzieci. Jest z nich dumny, cieszy się sukcesami wnuków, nie może skarżyć się na brak uczucia. - Czasem posłuchają, czasem udają, że tak jest, a nieraz nie kryją braku cierpliwości. No cóż, to już setka na karku i można się zapomnieć lub zaplątać... Owszem, mówią: "Dziadku, idź sobie na spacer" albo pytają: "Co byś zjadł?". Ale żeby przy stole ktoś mnie zapytał o radę, z czegoś się zwierzył... Jak mówią o swoich sprawach, to jakby mnie nie było. A życie tyle mnie nauczyło, że mógłbym... Mieszka u syna w mieście. Lato spędza na wsi, u córki. Dobrze mu w obu miejscach. Synowa już też bliska emerytury, wyrozumiała. Wnuk - lekarz to "latający Holender", ale zawsze zatroszczy się o zdrowie bliskich. Tylko na rozmowę wciąż brak mu wolnej chwili. - Ten pośpiech! Za moich czasów było tak trudno, ale człowiek był bliżej człowieka. Dużo się zmieniło, siwy włos to już nie to samo, co przed laty. Trójkę swych dzieci zarażali z żoną ambicją, podkreślali wagę nauki. Im samym było trudno. Gdyby nie mieszkanie u życzliwych teściów... - Ja nie jestem kształcony, ale zawsze będę cenił to, co umiałem. A byłem ślusarzem. Dobrym. Z fantazją. Zawsze powtarzam, że przede wszystkim trzeba Bogu dziękować za pracę. Długo mi jej brakowało. A tu rodziły się dzieciaki. Sam zacząłem robić sobie potrzebne narzędzia i najmować się do prywatnych robót. A to balkon, to ogrodzenie, misterne okucia... Nie takie jak dziś. Ozdobne, piękne, wymagające wyobraźni. Tak się ratowałem. Praca i utrzymanie rodziny - za ten dar każdy powinien Bogu dziękować. Jego sukces to dzieci. Syn - skrzypek w filharmonii, wyjechał na tournee na Zachód i już nie wrócił. Ale pamięta. Ten, z którym mieszka, pracuje naukowo. Córka, już 65-letnia, od przejścia na emeryturę z lekarskiej profesji, wybrała życie wśród gór. - Nieraz słyszałem: "Troje potomstwa, trudne życie, a wszystkie kształcone". Jednego tylko nie rozumie - problemów znajomych swoich dzieci. - Odwiedzają eleganccy, ładne samochody i... narzekają na braki. Co im będę opowiadał. Chciałbym powtarzać: "dziękujcie...", ale musiałbym to mówić i mówić: A czy by zrozumieli?
Słuchał i notował Modest.
Wszelkie prawa zastrzezone (c) krajowa partia Emerytów i Rencistów
©Copyright by Krajowa Partia Emerytów i Rencistów. All rights reserved. Design by NeoArt.Eu. Hosting IDhost.pl.