ul. Koszykowa 59, lok.15, 00-660 Warszawa
tel. 22 626 88 66
e-mail: biuro@kpeir.pl, rn@kpeir.pl
Nasza gazeta
Szukaj:

"Emeryci razem w walce o sprawiedliwość społeczną"

Trochę Serca

22.06.2010

Trochę serca

      „Czy jest w państwie takie prawo, aby człowieka uszczęśliwiać na siłę?" - pyta Maria A. z Zakola (woj. lubelskie).

Nie daję się biedzie, choć zdrowie już nie to, co dawniej - wita mnie serdecznie na progu autorka listu. Leczę się na żylaki i wysokie ciśnienie. Lekarz zabrania mi się denerwować. A jak tu się nie martwić, skoro zięć i córka chcą mnie oddać do domu starców.

Maria A. mieszka w budynku popegeerowskim w małej izbie. Przez sień sąsiaduje z najmłodszą córką Jadwigą i z zięciem. Oni z dwojgiem dzieci zajmują dwa duże pokoje z kuchnią.

Mąż odszedł od pani Marii zaraz po wojnie, zostawiając na jej głowie troskę o pięcioro małych dzieci. Przyszło jej samej borykać się z losem. Wynajmowała się do pracy u pobliskich gospodarzy, aby każde z dzieci miało co jeść i w czym chodzić. Z pięciorga żyje ich dziś troje. Mają własne rodziny, swoje radości i kłopoty.

- Prawda, że ładne dzieciaki - zachwala staruszka wyjmując z szuflady zdjęcia wnucząt.

Twarz jej promienieje i przez chwilę czuje się szczęśliwa.

- Od kilku lat - opowiada -spędzam święta u najstarszej córki Helenki i zięcia w Radzyniu. Oni najbardziej o mnie dbają. Zamontowali mi piecyk do ogrzewania mieszkania. Co miesiąc przysyłają mi po sto złotych.

- Nie lepiej byłoby dla Pani zamieszkać u nich? - sugeruję.

- Nie chcę być dla nich ciężarem - wzbrania się staruszka. -Im też się nie przelewa. Gnieżdżą się z dwojgiem dzieci w małym pokoiku i kuchni.

Syn Marian z Lublina rzadko odwiedza matkę. Co miesiąc przysyła jej 30 złotych.

Nie jest mu lekko - usprawiedliwia syna. - Ma na utrzymaniu sześcioro dzieci. Oprócz tego płaci alimenty na dwoje dzieci z pierwszego małżeństwa.

- Najgorzej - ubolewa pani Maria - że syn nie może dać rady z dwudziestotrzyletnim Ryśkiem. Chłopak wszczyna bójki, sąsiadów po kątach rozstawia; ma pociąg do butelki... Takim zawadiaką był od maleńkości.

- Niech pan spojrzy - pokazuje mi list od wnuczki Gabrysi. -Skarży się na Ryśka, że zniszczył jej zabawki, które otrzymała ode mnie na gwiazdkę. W kogo on się wdał - martwi się babcia. - I cóż ja im mogę pomóc, skoro sama nie mogę sobie poradzić z zięciem zza ściany. Po pijanemu i po trzeźwemu wyzywa mnie od najgorszych. Stara się mi dokuczyć. Ostatnio, gdy poszłam do sklepu, przewrócił mi piecyk.

- W mojej izbie nie czuję się bezpieczna - użala się staruszka nad swoim losem. - Każdy może wejść do mojego mieszkania, gdyż w drzwiach nie ma zamka. Zięć z córką twierdzą, że zamka mi nie dadzą, bo muszą codziennie przychodzić po kartofle do piwnicy, do której schodzi się w mojej izbie. Nic nie mam przeciwko, temu, tylko niech mi nie bałaganią i nie pozostawiają piasku na podłodze.

- Na każdym kroku starają się sprawić mi przykrość — uskarża się. - Daję im na światło. Zięć chce pięć razy tyle. Za co aż tyle? - pytam. Przecież ta mała żarówka tak dużo nie wypaliła. Wmontuj licznik, będzie czarno na białym, ile należy się za światło. Ale zięć nie chce na to przystać.

- Żałuję - kontynuuje Maria A. - że gdy byłam jeszcze młoda, nie przygadałam sobie jakiegoś chłopa. Dziś we dwoje lżej byłoby iść przez życie. A ja widziałam dzieci i tylko je. Czy uwierzy Pan, że przez całe życie, oprócz swoich dzieci, wychowałam córce jej sześcioro panieńskich? Potem, gdy byłam jeszcze zdrowa, uganiałam się w pegeerze za owcami, zastępując w pracy zięcia. Opiekowałam się też ich ślubnym dzieckiem. Wtedy, gdy byłam im potrzebna, nie mówili o umieszczeniu mnie w domu starców. Dziś chcą wyrzucić starą matkę jak zużytą nogę od stołu. To mnie najbardziej boli. Taka podzięka!

Maria A. w swoim pracowitym życiu nie tylko wychowywała dzieci, ale pracowała dorywczo w stołówce pegeerowskiej i u gospodarzy podczas żniw i wykopków. Nie dorobiła się własnej emerytury. Otrzymuje od kilku lat stałą zapomogę z opieki społecznej w N. Ostatnio, przed nowym rokiem, dostała z opieki społecznej bieliznę pościelową i opat. Radości było co niemiara!

- Obcy ludzie są dla mnie lepsi niż rodzona córka, z którą mieszkam - staruszka nie tai żalu.

- A może w przypadku Marii A. najlepszym wyjściem byłby dom starców? Nie martwiłaby się wtedy o węgiel, światło, pościel, o utrzymanie porządku. Do stołu miałaby podane jedzenie. Opieka lekarska na miejscu - zastanawia się miejscowy sołtys.

Tak patrzy na tę kwestię obcy człowiek. Tymczasem?... To, co jednemu daje szczęście, drugiemu - zgryzoty.

Staruszka o domu starców w ogóle nie chce myśleć. Pokazuje mi swoje spracowane dłonie i mówi, że wystarczy jej sit, aby sobie uprać, ugotować, posprzątać.

Dom starców kojarzy się jej z więzieniem, z czymś najgorszym.

- Tam trzymaliby mnie pod kluczem, zmuszali do wstawania i jedzenia o oznaczonej porze - powiada. Tego rygoru nie zniosłabym. Bez pracy czułabym się chora. Tam przyszłoby mi dogorywać jak tej roślinie bez światła, wody i powietrza.

Panie z opieki społecznej w M. rozmawiały z Marią, obiecały zająć się sprawą. - Rozważamy przedstawienie pani Marii propozycji umieszczenia jej w innym budynku w tej wsi lub w innej na terenie gminy. Musimy znaleźć takie rozwiązanie, które by usatysfakcjonowało staruszkę - mówi Renata W., kierownik referatu opieki społecznej w M.

Życzliwość obcych ludzi podniosła ją na duchu. Poczuła, że nie jest osamotniona, że nic złego jej nie zagraża. Pani Maria marzy tylko o jednym. Pragnie mieć święty spokój. Odrobinę zrozumienia i serca ze strony najbliższych. Tak dużo i zarazem - mało.

Niejedna matka i ojciec oczekują od swoich dzieci tylko odrobiny serca. Pamiętać o tym powinniśmy wszyscy na co dzień, nie tylko od święta. To nasz ludzki obowiązek!

PS. Nazwiska i nazwy miejscowości zostały zmienione.
Słuchał, notował Modest.
Wszelkie prawa zastrzezone (c) krajowa partia Emerytów i Rencistów
©Copyright by Krajowa Partia Emerytów i Rencistów. All rights reserved. Design by NeoArt.Eu. Hosting IDhost.pl.